Moja walka z rakiem

Założony przez:

kwota zebrana:

cel: 40000

wsparło: 2

89 dni do końca

  • O projekcie
  • Aktualności
  • Wspierający
  • Patronat

Wstęp

Mam na imię Dariusz i jestem proboszczem parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Zielonej Górze. Film, który widzicie pochodzi z sierpnia tego roku i jak widać nie było ze mną najlepiej. Choroba postępowała i nie było zbyt dobrych perspektyw na przyszłość.

Dziś dzięki nowatorskiemu leczeniu za granicą mogę w miarę samodzielnie funkcjonować, ale żeby powiedzieć o sukcesie w mojej walce z rakiem potrzebuję Waszej pomocy.

Opis projektu

W połowie czerwca zacząłem czuć bardzo silny ból w lewym boku. Środki przeciwbólowe niezbyt pomagały. Ból łagodziła jedynie no-spa, a i to w niewielkim stopniu. Dopiero zastrzyk z no-spy złagodził ból. Pomagało też nagrzewanie bolącego boku elektryczną poduszką.

Udałem się do szpitala, gdzie urolog zrobił mi USG i uznał, że najprawdopodobniej ból był spowodowany schodzącym drogami moczowymi kamieniem.

Uspokoiło mnie to.

Ponieważ rzeczywiście ból nieznacznie zelżał, a ja miałem zaplanowany razem z przyjaciółmi urlop, za zgodą lekarza zdecydowałem się nie rezygnować z urlopu.

Zaopatrzony w środki przeciwbólowe i rozkurczowe wyruszyłem z przyjaciółmi.

Niestety już w drodze poczułem, że ból wrócił. Z ledwością dojechałem do hotelu, w którym znaleźliśmy nocleg. Ból mimo środków przeciwbólowych i rozkurczowych narastał. Przyjaciele wezwali pogotowie, które chciało mnie zabrać do szpitala. Lekarze dali mi zastrzyki przeciwbólowe, które pozwoliły mi zasnąć. W nocy zastanawiałem się, jak silny musi być ból nowotworowy, skoro ten, który ja czułem wydawał się nie do zniesienia i wywoływał krzyk. Wówczas jeszcze się nawet nie domyślałem, że to właśnie był ból nowotworowy.

Rano wyruszyliśmy w dalszą podróż.

W nocy ból wrócił z całą siłą. Aby przetrwać noc położyłem się pod prysznicem, na boku położyłem ręcznik, którego był cały czas gorący od wody, która na niego leciała. Pod odkręconym gorącym prysznicem spędziłem całą noc. Tej nocy dostałem krwotoku z dróg moczowych. Myślałem, że to zszedł kolejny kamień.

Rano wezwałem lekarza.

Lekarz wykonał badania, dał mi jakiś zastrzyk, który bardzo szybko podziałał. Niestety nie wiem jaki, a następnie przepisał antybiotyk.

Leki, które mi dał uśmierzyły ból do tego stopnia, że kolejnego dnia mogłem skorzystać z dobrodziejstw słońca.

Z każdym dniem było co raz lepiej.

Po powrocie z urlopu czułem się zdrowy. Nic mi nie dolegało. Nie czułem żadnego bólu. Cieszyłem się, że kamienie zeszły. Niestety byłem w błędzie, ale na szczęście mimo, że czułem się dobrze, nie zbagatelizowałem mojego stanu i poprosiłem lekarza pierwszego kontaktu o skierowanie na USG, aby sprawdzić czy nie ma kolejnych kamieni.

Przekonany, że to tylko profilaktyczne badanie cierpliwie czekałem do września na wyznaczony termin.

Idąc na badanie zażartowałem, że wykryją u mnie raka.

Niestety żart okazał się prawdą!

Patrząc na twarz Pani Doktor wykonującej badanie wyczułem, że coś jest nie tak. Po badaniu usłyszałem wyrok: ma pan 8 cm guz na lewej nerce.

Pani Doktor pełna empatii i życzliwości wykorzystując swoje prywatne kontakty umówiła mnie już na następny dzień z onkologiem. Nie pamiętam jak się nazywała, ale to był prawdziwy lekarz z powołania wyczulony na ludzkie cierpienie i dokładający wszelkich starań, aby pomóc.

Ja miałem to szczęście, że mimo iż korzystałem z pomocy lekarzy w ramach NFZ trafiłem na takich, którzy mimo, że mnie nie znali, mieli otwarte serca.

Cel

Odbywam swoje leczenie dzięki Wam. Wspieraliście mnie do tej pory za co jestem Wam niezmiernie wdzięczny. To właśnie ta pomoc pozwoliła mi w miarę normalnie funkcjonować, poza czasem, który spędzam na przyjmowanie terapii.

Kwota 40000 złotych jest cęścią potrzebną do kontynuacji leczenia przez najbliższe miesiące. Nie chciałbym przerywać leczenia, jednak brak środków może do tego doprowadzić.

Proszę wszystkich o gest serca i jeśli to możliwe także o wsparcie finansowe.

Za każdy nawet najmniejszy gest pozostaję wdzięczny na zawsze.

Ten projekt nie ma obecnie żadnych aktualności

Maurycy Biegański

2018-11-05
  • Szczecin
3 anonimowych wspieraczy

Ten projekt nie ma obecnie żadnego patronatu.
Zostań jego pierwszym patronem!

Autor

Jestem wdzięczny Fundacji Hospicyjnej „Dajmy Nadzieję”, za to, że zbiera dla mnie środki na kontynuacje mojej walki z rakiem.

www.dajmynadzieje.pl

;